poniedziałek, 21 lipca 2014

gdy świerszcze grają

na swoich skrzypeczkach to znak, że upalne lato jest już w pełni.
Wczorajszy wieczór był niezwykły, nagrzane powietrze sprzyjało leniuchowaniu na cienistym tarasie.
Z oddali (naprawdę z oddali, bo od parku dzieli nas odległość około trzy kilometrowa, a tam "Pod grzybkiem" jak w każdy ciepły wieczór orkiestra przygrywa wypoczywającym "letnikom" ) dobiegała delikatna muzyka, która, gdy zapadł zmierzch została stłumiona przez rzesze śpiewających świerszczy.
Takich wieczorów chciałoby się więcej i więcej, zawsze wtedy boję się, czy w poniedziałek rano, jeszcze otoczona aurą pięknego wieczoru nie pomylę urlopu z dniem pracy ;)
a na balkonii...



czas płynie leniwie,
przy mnie oczywiście zaraz Futra, które bardzo lubią być w towarzystwie swoich współmieszkańców, bo raczej właścicielami to one moimi są, nie odwrotnie ;)





i nowość na tarasie,
jak zobaczyłam ten kwietnik, to po prostu "zachorowałam" na niego :)
 Wykonany na wzór XIX wiecznych kwietników, kuty, bardzo ciężki. Byłam pełna obaw, czy obciążony kwiatami nie wyrwie mi ściany, ale kwietnik wisi, ściana stoi :))
a ja ciągle się nim zachwycam




latarenka z pewnością znana Wam dobrze




pierwsze w tym roku działkowe borówki , duże i słodkie,
częstujcie się :))

i tak błogo leniuchowałam wczorajszego wieczoru..
ale wiem, że wszyscy bylismy oczarowani upalnym dniem i ciepłym wieczorem.
Oby takich dni tego lata było jak najwięcej  :))
serdecznie pozdrawiam


a.

poniedziałek, 14 lipca 2014

dwa łany lawendy

na mojej działce w ubiegłym sezonie posadziłam dwie małe sadzonki lawendy -
oczywiście z nadzieją, że może uda się jej przetrwać zimę.
Jakież było moje zdumienie, kiedy w tym roku ukazały się moim oczom dwa ogromniaste lawendowe krzaki, tak, dosłownie krzaki, piękne, bujne i w dodatku obsypane kwieciem:))
radość ogromna, bo w przydomowym ogródku nie mogłam się dochować lawendy z roku na rok, a co dopiero mówić, by choć troszkę się rozrosły..
w tej chwili jestem "po zbiorach" z mych łanów dorodnych.
A ponieważ warunki się okazały tak doskonałe,
w planach mam rozsadzanie i zakładanie lawendowych pól..:))
Zawsze z zazdrością zerkam na zdjęcia z Waszych ogrodów, gdzie lawenda płoży się obficie długimi i szerokimi łanami, nie sądziłam, że w ostrym, górskim klimacie mam szansę choć troszkę nadążyć za Wami.
 Póki co z dumą spoglądam na "pęki" mej lawendy
suszącej  się na łuku i pachnącej, ależ pachnącej..:))







Moja córcia relaksując się przed obroną licencjatu (bo któż by się tam uczył;)
zabrała się za robótki 
lawendowy kotek (tak, tak, bo kotów Ci u nas brak ;)


i podusia, która skradła moje serce i moje oczy






pozdrawiam serdecznie
oczywiście śląc do Was lawendowe zapachy :)


a.

ps. mam już w domu osobistą, dyplomowaną ratowniczkę medyczną :))