niedziela, 26 października 2014

parapetowe zmiany i jakie to piękne uczucie kiedy się wygrywa

candy :))
Od czasu do czasu z ogromną radością przystępuję do blogowej zabawy,
najczęściej gratulując innym szczęścia -
tym razem uśmiechnęło się ono do mnie :)))
ależ to jest radość :))
nie do opisania :))
Moje szczęście przywędrowało od Miki
 pięknie zapakowane niespodzianki dla małych i dużych domowników:
dynie - szydełkowe cudeńka  i mini ogrodowe piękności



wianek,
który mnie oczarował od pierwszego wejrzenia,
 teraz  mój :)





i halloweenowe cudeńka dla małego urwisa, który nie mógł się doczekać
wampirków i nietoperków



ale najbardziej, najbardziej ujęła mnie niespodzianka


Mika starannie się przygotowała do wysłania niespodzianki,
poczytała dokładnie "co-kto"
i dzięki temu stałam się posiadaczką, cudnych, dwóch słodziaków



Mika - dziękujemy Ci za radość, którą nas obdarowałaś :))
a Wam Dziewczyny dziękuję za radość, którą dzieliłyście ze mną :))

***

oprócz niespodzianki w postaci candy, 
otrzymałam jeszcze jedną.. ;)
otóż od dość dawna, oparty o ścianę czekał na swoje 5 minut drewniany, spory parapet.
Jego założenie przeciągało się z uwagi na brak kaloryfera, 
a właściwie na jego założenie, które było w planie
no i wreszcie są!
i kaloryfer i parapet


łączy się ze stołem, który w przyszłości zmieni kolor (pracuję nad tym, ale ciężko mi to idzie.;)
przykrywa też część orurowania, które biegnie przez cały dom, w związku z ogrzewaniem gazowym, które przed laty zostało założone.
Ale najważniejsze - zyskałam kolejną półkę na...wiadomo na co :))
aktualnie na lampiony :))


ten rysunek otrzymałam od szkolnej Przyjaciółki,
z okazji wyjątkowej - narodzin mojej Madziuśki  -
dawno to było, oj dawno...(23 lata temu, ciii)...a ja  dopiero teraz znalazłam odpowiednie miejsce i odpowiednią ramkę...



Dziękuję za wytrwałość, bo było dłłuuugo :)) 
miłego i słonecznego tygodnia Wam życzę,
ania


niedziela, 19 października 2014

okien nigdy nie za wiele :)




do tej pory nigdy nie pokazałam łazienki,
dzisiaj rzut jednym okiem - jednym, bo to dopiero jedna część łazienkowego królestwa.
Remont, który trwa, trwa i trwa (ciii, już się kończy :) dotknął też łazienki.
Część ścian jest w beżowych - dla mnie ponadczasowych - płytkach, część jest zostawiona do malowania. Ściany były kiedyś białe, później w pięknym połączeniu  pomarańczowego z zielonym - ale mocne nasycone kolory już za bardzo nas męczyły, więc znowu powróciłam do neutralnego koloru czyli beżu :))
Oprócz zmiany koloru ścian,  pojawiło się nowe lustro oraz nowe kinkiety. Poprzednie lustro miało wbudowane oświetlenie, pociągnięte jednym kablem, który trochę wystawał. Nie znosiłam go, ale ciągle nie mogłam znaleźć właściwych lamp do łazienki. W końcu wypatrzyłam je w Ikei i decyzja zapadła - zmieniam :))
Trochę było dodatkowego kucia, żeby schować kable i przy okazji poprowadzić oświetlenie do małego schowka, które mam w łazience, ale i ja i mój Brat, - czyli wykonawca - jesteśmy baardzo zadowoleni :)





Z łazienki wchodzi się do małej garderoby. Kilka lat temu został wykonany gruntowny remont, który polegał na wykonaniu wylewki, nowej podłogi, strukturki- czyli wtedy powstała atrapa cegły,
 i pięknych szaf, które są spełnieniem mojego marzenia :))
Główny problem łazienki to brak wentylacji. Okno, które w niej jest, absolutnie nie rozwiązuje problemu. Więc w tych szafach mam schowki na buty, odkurzacz, kontenerek dla kota, suszarkę na pranie, deskę do prasowania itp. Jest pojemna, wiele się w niej mieści, ale nieustannie drżę by nie wdarł się tutaj grzyb, z którym już kiedyś walczyłam.



Pan, który wykonywał ten remont patrzył na mnie ze zdziwieniem, kiedy zachwycałam się strukturką i kręcił głową z dezaprobatą, kiedy poprosiłam o jej o położenie na suficie... jak w piwniczce u babci, mruczał..
ale efekt końcowy, gdy zamontował już szafy zaskoczył go - jego mina bezcenna ;))


i jak na kocią  miłośniczkę przystało...


To nie wszystkie zmiany, jeszcze jedne ażurowe drzwi już wiszą.
Natychmiast po wykończeniu nie omieszkam pokazać.
Tymczasem przesyłam serdeczności z pięknego, słonecznego Podhala
ania.


środa, 1 października 2014

w kolorowym anturażu

Nie wiem jak tam u Was, ale u nas leje jak z cebra.
Jejku, nie potrafię sklecić dwóch zdań, cały czas wychodzi tratata tratata, nie mam weny, oj nie:(
A chciałam o kolorze, który mnie nie opuszcza, gdzieś tam w podświadomości cały czas za mną"chodzi".
Jednak jesień rządzi się swoimi prawami i musi być kolorowo :)
Jakiś czas temu zrobiłam szydełkową poduszkę i.. upchnęłam ją do szafy.
Cóż za radość, kiedy sobie o niej przypomniałam! 
zwłaszcza, że zaczęłam poszukiwać czegoś na małą kanapkę
Teraz jest idealna i w doatku ma dwa oblicza ;)



Bardzo lubię szydełko, co prawda niewiele powstaje, bo wiecie jak to jest z tym czasem,
praca, dojazdy, działka, Przyjaciele no i dom - jak u każdej z Was -
pochłaniają mnie nieustająco, ale od czasu do czasu coś tam udaje mi się wydziergać.
Tym razem kolorowa (a jakże!) chusta dla Basi




Pozdrawiam kwieciście i kolorowo oczywiście


a.