poniedziałek, 26 stycznia 2015

o lampie, która mi nie dawała spokoju

Witajcie :)
Kiedy latem byłam na garażowej wyprzedaży, wypatrzyłam lampę stylizowaną na starą lampę naftową. Obie z koleżanką stwierdziłyśmy zgodnie, że jest jednak za droga i nie wzięłam jej.
Ale ciągle o niej myślałam, widziałam ją na komodzie
 i w mojej wyobraźni urastała do cudu świata ;))
W końcu zaczęłam męczyć moją Przyjaciółkę o numer telefonu do właściciela. Jednak ku mojemu zmartwieniu ani ona, ani nikt z naszych znajomych już kontaktu z Panem nie miał.
Chyba jednak za bardzo wzdychałam i zamęczałam otoczenie moją niepowetowaną stratą (!)
że ktoś, gdzieś wypatrzył, że Pan się jeszcze ogłasza!!
Zadzwoniłam, pojechałam i mam!





To prawda, że jak się o czymś myśli, szuka rozwiązania, to się spełnia każde marzenie.
Wygrzebałam jeszcze stare lampowe radio "rozyna",
które też poprzednio miałam "na oku". Muszę je jednak odczyścić i dać do przestrojenia.
Będzie to prezent, dla bliskiej mi osoby i też miłującej się w starociach. I jest tam jeszcze parę rzeczy, które chciałabym mieć, ale czasami włącza się zdrowy rozsądek... i po sprawie :))

A lampa znalazła miejsce na biureczku.

 Przeniosłam też od Magdy regał, który ustawiłam za nim, na jedynej obecnie wolnej ścianie w zielonym pokoju. Oczywiście, mam jeszcze wolne miejsce przy ścianie z bali, ale za żadne skarby nie chcę jej przysłaniać. U Magdy mam  jeszcze sporych rozmiarów komodę do przeniesienia i już wiem, że moja wizja ustawienia zielonych mebli się zaburzyła. Są  bowiem solidne, drewniane i sporych rozmiarów, a tego szczegółu jakoś nie wzięłam pod uwagę planując przemeblowanie :)) Jeszcze niedawno zarzekałam się, że drewnianego regału nie rozbiorę, teraz, by pomieścić wszystko, muszę zweryfikować swoje plany.
Teraz to wygląda tak




U mnie jeszcze choinka stoi - i postoi aż do 2 lutego - zgodnie z tradycją :))

Serdeczności,
ania

poniedziałek, 5 stycznia 2015

weranda czyli przedpokój czyli wiatrołap czyli mini mini + kropelka szarości

Tak, to najmniejsze pomieszczonko w moim domu.
Szkoda, bo marzy mi się weranda przestronna, z fotelami i kwiatami, firanami nadmuchanymi przez wiatr  - ale przede wszystkim by była werandą, a nie pełniła roli - tak jak mam teraz - przedpokoju.
Jest tak mała, że z trudem mieszczę wieszak na płaszcze, komodę, mini ławę by się wspomóc przy rzucaniu szalikami, torebkami ;))
Ale ma duże okno, dzięki czemu mogę zimować kwiaty, które przez całe lato stoją na zewnątrz lub są w trochę gorszej formie.
Trudno tu się nawet obrócić, żeby zrobić jakieś zdjęcie.


Koszyk na szaliki to zdobycz z kwiaciarni Agnieszki. Od dłuższego czasu szukałam czegoś wiklinowego oczywiście, dobrze wykonanego, w rozsądnej cenie i przede wszystkim ładnego. Cierpliwość się opłaciła.




Marzyły mi się na święta ciepłe, szare kocyki, ale niestety w moim małym miasteczku niczego fajnego nie wypatrzyłam, więc musiałam się zadowolić jedyną szarą rzeczą, którą sama wydziergałam.





Za oknami zima szaleje na całego. Uwielbiam takie chwile, kiedy są zamiecie, a ja z kubkiem gorącej herbaty... i  nie muszę nigdzie wychodzić... 
Bo normalnie zimą żyję w wiecznym stresie, zjadę - nie zjadę z mojej góry, albo wyjadę - nie wyjadę
:))


A to Ciaput, bardzo rozpieszczony syberaczek,
czeka na wpuszczenie


i już nieźle nazłoszczony, bo ile będzie czekał, przecież sypie ;))


serdeczności
:))
ania