niedziela, 22 listopada 2015

lampki moja miłość

Witajcie :))
Jak przystało na kobietę, wiele mam miłości :)) 
ale czy można inaczej??
W moim przypadku rozum odpuszcza, serce ma władzę niepodzielną, 
co zresztą widać w moim przepełnionym domu.
Do jednych z większych miłości należą lampki, które wypełniają wszelakie możliwe kąciki.
Nie wyobrażam sobie przytulnego domu, bez ich delikatnego, punktowego światła. Górne światło wykorzystuję jedynie do porządków i prasowania. 








Jak widzicie, lampek Ci u mnie w bród :))
więc to chyba oczywiste, że zwiedzając Czarnogórę, nie mogłam się oprzeć właśnie lampkom.
Ale jak można przejść obojętnie obok takich cudenek- zobaczcie 





Delikatne, mozaikowe piękności,
coś w stylu naszych witrażowych lamp. Natknęłam się na nie już na końcowym etapie mojej podróży, w Mostarze - na tureckim bazarze. 
A że na końcu, to już tylko na maleństwo było mnie stać ;))



Serdeczności,
Ania

poniedziałek, 16 listopada 2015

ozdoba mojej kuchni

Witajcie :))
W mojej "mini-że-mini" kuchni
 - albo inaczej - 
na jej "przedmieściach"  stoi Ikeowska witrynka.
Dawno jej już nie ma w ofercie, więc tym bardziej się cieszę, że kiedyś tam, na tyle mnie urzekła, że zadomowiła się na dobre.
Wiele już podejść robiłam - przemalować - zostawić - przemalować - i nie mam odwagi. Mój słomiany zapał kończy się wcześniej, niż w ogóle zaczyna.
Ale jest coś, co od lat potrafię i chęci mam zawsze. Oczywiście - koronki.
Wyszukałam odpowiedni wzór i wydziergałam. Poszło szybko, chociaż przez (minione już) - problemy z oczami - dosyć dawno nie robiłam nic z cienkiego kordonka
Wiszą już od jakiegoś czasu, ale ciągle zerkam na odmienią witrynkę z przyjemnością. 
Zobaczcie :))



Jak każda z Was jestem ceramicznym zbieraczem,
witrynka to idealne miejsce na mój skromny zbiór.
Najbardziej lubię z ziołowymi motywami



W tle moja czarnogórska pamiątka-
deska z drzewa oliwnego,ciągle jeszcze pachnie.


Do kuchni przeniosłam też małą (Ikea) sosnową komódkę. 
Zastanawiam się, dlaczego nie wpadłam wcześniej na ten pomysł.
 Zastąpiła wielki wiklinowy kosz, do którego odkładałam puste słoiki, które rosły i rosły w wielką stertę, aż się wylewały ;)
Komódka służy do tego samego - a nie widać bałaganu :))
w dodatku zyskałam mały blacik i przysłoniła narożną półeczkę, która też była moim utrapieniem. Cała wystawa różnorakich butelek, słoiczków i kocich jedzonek - nie do opanowania. Nie znosiłam tego, ale z braku miejsca - wykorzystywałam.
Biała koronka połączyła witrynkę z kolorem komódki i jasnymi ścianami.


Nad wejściem ziółka - jakżeby inaczej :))
Jednak w tym roku, z uwagi na panującą u nas suszę, nie udało mi się nazbierać więcej bukietów. 




Serdeczności


ania.

poniedziałek, 9 listopada 2015

pukam do drzwi

Witajcie :))
Waszych - bo nie było mnie baardzo długo - z kilku powodów. Jeden z nich, to liczne podróże, które ostatnio odbywałam - i te służbowe i te prywatne.
A drugi powód - jakże prozaiczny i znany wielu z autopsji... złośliwość rzeczy martwych - tych łączących nas w jedną, siostrzaną rodzinę :))
Ale dziękuję za odwiedziny, bo są każdego dnia - pomimo mego niebytu.
***
Są jeszcze jedne drzwi, do których chciałabym zastukać.
 Zielone drzwi wiejskiej chaty, która urzekła mnie cichym pięknem, zielonymi okiennicami, drewnianą kapliczką, bielonymi balami ... i wiekiem, bowiem pochodzi z początków XX wieku. Pomimo swoich "roków" stoi prościutko, wtulona w zieleń, z romantyczną latarnią przy furtce.
Bajka na wyciągnięcie ręki -
zobaczcie sami










Serdeczności
ania