Tak, to najmniejsze pomieszczonko w moim domu.
Szkoda, bo marzy mi się weranda przestronna, z fotelami i kwiatami, firanami nadmuchanymi przez wiatr - ale przede wszystkim by była werandą, a nie pełniła roli - tak jak mam teraz - przedpokoju.
Jest tak mała, że z trudem mieszczę wieszak na płaszcze, komodę, mini ławę by się wspomóc przy rzucaniu szalikami, torebkami ;))
Ale ma duże okno, dzięki czemu mogę zimować kwiaty, które przez całe lato stoją na zewnątrz lub są w trochę gorszej formie.
Trudno tu się nawet obrócić, żeby zrobić jakieś zdjęcie.
Koszyk na szaliki to zdobycz z kwiaciarni Agnieszki. Od dłuższego czasu szukałam czegoś wiklinowego oczywiście, dobrze wykonanego, w rozsądnej cenie i przede wszystkim ładnego. Cierpliwość się opłaciła.
Marzyły mi się na święta ciepłe, szare kocyki, ale niestety w moim małym miasteczku niczego fajnego nie wypatrzyłam, więc musiałam się zadowolić jedyną szarą rzeczą, którą sama wydziergałam.
Za oknami zima szaleje na całego. Uwielbiam takie chwile, kiedy są zamiecie, a ja z kubkiem gorącej herbaty... i nie muszę nigdzie wychodzić...
Bo normalnie zimą żyję w wiecznym stresie, zjadę - nie zjadę z mojej góry, albo wyjadę - nie wyjadę
:))
A to Ciaput, bardzo rozpieszczony syberaczek,
czeka na wpuszczenie
i już nieźle nazłoszczony, bo ile będzie czekał, przecież sypie ;))
serdeczności
:))
ania
