Powered By Blogger
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

nowe starym przetykane

Witajcie :)
Mój długachny urlop minął jak z "bicza strzelił".
Myślałam, że będąc sama w domu, przez cały miesiąc, zasypię Was postami niemiłosiernie.
A tu jak zwykle - szara rzeczywistość :))
Działka, działka, przetwory, Przyjaciele, przetwory, ogródek i  ... już czas do pracy :))
Tak właśnie minął mój urlop, sielsko - wiejsko. Zanurzona po łokcie byłam 
w ogrodowo-owocowo-warzywniak-owym szaleństwie, 
pięknej pogodzie i rozkoszowaniu się domem.
Ale między czasie wstąpiłam też do sklepiku, mojego ulubionego -Tendencji
i kupiłam przecudnej urody narzutę.
Kupiłam ją tylko dlatego, że Pani Joanna wszystkie narzuty wyprzedawała :)) - do tej pory ceny były dla mnie zaporowe. Czasami warto poczekać...


Jest ogromna 230x260 cm, z jednej strony patchworkowa, z drugiej, na beżowym tle - różyczki.
Obszyta koronką, przewlekana tasiemką, no cud-miód.
Jednak po wielokrotnym przymierzaniu, poprawianiu, przekładaniu - na salonowy narożnik się nie nadaje...chyba, żeby przeciąć:)) już słyszę głos Madzi: "dosyć tego przecinania!"
:((
No cóż, albo sprytna krawcowa (czyli nie ja) poradzi, albo powędruje do Madziuśkowego pokoju :))
Nie wiem tylko co ona na to ;))








Sama nie wiem co z nią wymyślić... do mojej sypialni, niestety nijak się ma :(
Na małą pociechę, narzuta oprócz swej niezaprzeczalnej urody, wniosła do domu piękny zapach mojego ulubionego, nowotarskiego sklepiku :))
Zapach przemieszany różnymi zapachami świec - jedyny w swoim rodzaju, piękny.
Szkoda, że zapachy tak szybko się ulatniają.

Będąc w Krakowie u mojej Chrześnicy na urodzinach wpadłam na chwilę do galerii i kupiłam taki słodki termosik (duka) - znów w lekkiej promocji :))



Przy okazji termosu zobaczycie moją osobiście wyhodowaną dynię i cukinie.
Z cukinii zrobiłam mnóstwo lecza, które wypełniło spiżarnię i jeszcze mi ich wiele zostało i jeszcze rosną w ogrodzie. Ale nic to, bardzo lubimy cukiniowe placuszki, cukinię z grilla i cukinię na surowo, więc damy radę :)) Dynia jak na razie cieszy oczy, ale szykuję ją na zupę. W ubiegłym roku jadłam pierwszy raz życiu takową i zakochałam się w tym smaku. Była przepyszna. Na działce rosną jeszcze trzy, ale są dużo mniejsze. Jednak liczę, że podrosną:))





I odwiedziłam jeszcze miejscowy złom.
No ta zdobycz cieszy mnie ogromnie, zwłaszcza, że o mały włos, a nie udałoby mi się  jej zdobyć.



Do tego niesamowitego żeliwnego dzbana, upapranego woskiem i chyba smołą, robiłam dwa podejścia.
Wydawało się, że zakupu nie uda mi się zrealizować, bowiem czego bym sobie na złomie nie wyszukała, sprzedawcy było wyjątkowo żal.
Na szczęście, mój Brat zdziałał - dopytał się o szefa -  i na drugi dzień ruszyliśmy na dzbanowy podbój. 
Góralska gadka w wykonaniu Janusza przyniosła fantastyczny skutek, Pan bowiem dołożył mi jeszcze jeden żeliwny garnek :))
Miałam na oku jeszcze wagę, pięknie zdobioną, nieźle zardzewiałą, ale oczywiście poprzedni sprzedawca dobrze ją ukrył. Pewno z niego też jakiś miłośnik staroci :))





A na skalniaku małe zmiany, usunęłam drobną begonię - już raczej nie zdobiła. Zastąpiłam ją kolorową celozją. I moje lawendowe łany kwitną w najlepsze:))
Szkoda tylko, że zrobiło się u nas zimno i wietrznie.



Do zobaczenia,
ania.

wtorek, 30 czerwca 2015

zamiana miejsc i powroty

Witajcie :))
Co prawda ja urlopu jeszcze nie mam, ale wreszcie i do mnie dotarły małe namiastki wakacji.
Po pierwsze pogoda się poprawia, po drugie od jutra pracujemy krócej!!, po trzecie lubię ten czas oczekiwania - tym razem oczekuję na urlop. I na te trzy okoliczności wstąpiła we mnie energia.
Po pierwsze zamieniłam miejsca lampkom -  zmiana z korzyścią, przynajmniej wzrokową:)) Bo ta mała lampka w sypialni, światła nie daje zbyt wiele (żarówka "mini, że mini"). Więc nie poczytam w jej świetle żadnej książki.
Ale na razie zostaje, bo mi się podoba. 
Zdjęcia bardzo malarskie - wybaczcie, kliknęłam "coś" i zorientowałam się po czasie.






Na miejsce lampki z salonu - trafiła lampka z sypialni - i też z korzyścią:))





Zmieniłam też narzuty, pomarańczowe oczekują jesieni. Choć nie ukrywam, były baardzo praktyczne ;)) Przede wszystkim nie trzeba ich było prasować, no i kocich łapek nie widać było tak bardzo.
Wróciły białe, bawełniane (czyli pranie i prasowanie na okrągło, przy kotach... miłośnicy domowych czworonogów  wiedzą o czym mówię) i kolorowe poduszki. Zrobiło się lżej. I choć to tylko taki drobny zabieg, powiało świeżością.






Na drzwi powrócił motyl



A przed wejściem wreszcie zakwitły gazanie. Kupiłam je dawno, myślałam, że już po nich. Przyszły do nas chłody, noce były bardzo zimne. Wyglądały źle. Wczoraj zrobiły mi niespodziankę. Są piękne.




I jeszcze jedna niespodzianka kwiatowa przede mną. Mam ślicznego blado różowego clematisa. W tym roku pąki go zasypały. Już nie mogę się doczekać (puk, puk, nie zapeszam).



Do zobaczenia Dziewczyny
mam nadzieję, że "malarskość" zdjęć za bardzo Wam nie przeszkadzała.


ania.

niedziela, 28 września 2014

pomarańczowy

to zdecydowanie nie mój kolor,
a jednak zaskoczył mnie blaskiem, który wprowadził do naszego mini salonu.
Sprawcą zmiany jest koc, który do tej pory był w użyciu u Madziuśki,
gdzie do niedawna pomarańcz królował :))
Zastanawiałam się czym przyrzucać jasną kanapę, dla której jesień i wiosna to  czas drobnych kocich łapek w ilości 4x4 + gościnne występy 4x2 :))
czyli generalnie mam dość zapierania, wycierania tudzież prania i prasowania brrrr
równie jasnej narzuty.
I w ręce wpadł mi koc polarowo - sztruksowy,
nawet jeżeli trzeba będzie częściej prać, to prasowanie zdecydowanie odpada :))
W ruch poszły nożyczki, bez pomocy Mamy i jej maszyny się nie obyło -
i okazało się, że mam całkiem nowy salon zupełnie bez kosztowo,
no i słoneczna jesień do mnie zapukała.
Jesienią takie energetyzujące kolory jak najbardziej się sprawdzają,
mała dawka soczystego koloru, zupełnie przypadkowo, rozjaśniła dość ciemny pokój.
W całym domu okna mam od wschodu, rano jeszcze nie - a po południu już - nie dociera słońce, pomarańcz uratował moją jesień :))
Ale dzisiaj nie mogę narzekać na brak słońca, pogoda po tygodniu ciągłych deszczów,
przyniosła piękną niedzielę, wszyscy z niej korzystaliśmy :))



Mam nadzieję, że wszyscy mogliśmy się cieszyć
polską -złotą - jesienią
Serdeczności :))
a.